Wakacje w Górach Stołowych

Początkowo planowałem spędzić wakacje na Mazurach nad jeziorem, jednak moja dziewczyna bardzo sugestywnie przekonała mnie, że narty w Zieleńcu są znacznie ciekawszym pomysłem. Mówiłem jej, że nigdy nie byłem w górach i nie zjeżdżałem ze stoku, ale uspokoiła mnie, że wystarczy, bym przeszedł szkolenia w Dusznikach, by pozbyć się strachu. Oponowałem jeszcze, że cenię sobie pewien standard życia, ale i tu przekonała mnie, że istnieją przecież hotele. Góry Stołowe czekały na swych zdobywców, do których od tego roku miałem należeć i ja. Nie powiem, bym nie był przerażony wizją połamanych nóg, ale ufałem swojej dziewczynie. I tak narty w Zieleńcu stały się faktem, ja zaś miałem się wyrzec mojego lenistwa, by wziąć udział w aktywnym wypoczynku. Była to dla mnie nowość, ale pocieszała mnie myśl, że są jeszcze hotele, Góry Stołowe zaś to nie Himalaje, by się tak bać. Po przyjeździe od razu zapisaliśmy się na szkolenia w Dusznikach – ja na kurs dla początkujących, moja dziewczyna zaś dla zaawansowanych. Jazda na nartach okazała się nie być tak trudna, jak się tego obawiałem, jednak pewien skryty, stłumiony lęk siedział we mnie głęboko. Dopiero pierwszy zjazd pokazał mi, że tak naprawdę nie ma się czego obawiać, a za to można z tego czerpać mnóstwo przyjemności. Zacząłem się cieszyć, że wybraliśmy jednak narty w Zieleńcu zamiast mazurskich jezior. Myślałem tak aż do drugiej jazdy, która zdecydowanie była mniej przyjemna niż pierwsza, za to znacznie bardziej upokarzająca. Na szczęście moja dziewczyna nie pozwoliła mi zbyt długo użalać się nad sobą i kazała zjechać jeszcze raz, by oswoić lęk. Nie chciałem okazać się tchórzem, dlatego wziąłem się w garść i zjechałem po raz trzeci, tym razem poprawnie. Błogosławiłem w myślach szkolenia w Dusznikach, ciesząc się przy okazji, że nie okazałem strachu i że się udało. Później już było znacznie lepiej i czerpałem z wyjazdu coraz więcej przyjemności. Mimo wszystko, z przyjemnością witałem na naszej trasie hotele. Góry Stołowe są piękne, ale sądząc z zachowania i min mojej dziewczyny, nie tylko nowicjusza mogły wymęczyć. Codziennie wracaliśmy zmarznięci, ale i szczęśliwi do hotelu, w którym siadaliśmy przed kominkiem i zapijaliśmy się gorącą herbatą.