Pompy dozujące

Jest wielu ludzi na tym świecie, którzy wzbudzają w nas zainteresowanie. Jest też wielu dziwaków, nie wiadomo dlaczego fanatyków, którzy posiadają tak dziwaczne zainteresowania, którzy ukrywają się przed światem. Z zasady nie są oni groźni, jednak ich zainteresowania mogą być niebezpieczne dla nich samych. Ostatnio można było spotkać takiego osobnika na dworcu centralnym w Warszawie. Po dłuższej rozmowie z nieznajomym człowiekiem, okazało się, że nie jest to tak zdziwaczały człowiek. Dowiedzieliśmy się o jego bogatej przeszłości, o jego rodzinie, zainteresowaniach i pasjach. Opowiedział nam również o tym czym zajmował się w przeszłości i dlaczego trafił w takie miejsce jakim jest dworzec centralny w Warszawie. Jego historia zaczyna się niedawno, tuż za rogiem, obok nas. Było piękne lato, słońce świeciło bardzo mocno, żadnej czarnej chmurki na niebie, brak wiatru. Nasz znajomy o imieniu Zbyszek w tym czasie był w pracy. Jak zwykle naprawiał pompy dozujące. Nikt do niego nie dzwonił, dlatego wyciągnął telefon z prawej bocznej kieszeni swojego nowego plecaka, kupionego w sklepie osiedlowym u wspaniałej i miłej pani Gosi, która ma dwoje dzieci, i wybrał numer do swojej żony. Jednak przed wybraniem numeru odłożył trzymane pompy dozujące. Pompy dozujące odkładał bardzo ostrożnie, niewielka rysa na ich obudowie powoduje uszkodzenie całego mechanizmu. Żona jego nie odbierała, nie wiadomo dlaczego. Pan Zbyszek wrócił w takim razie do pracy, czekały na niego jeszcze do naprawy pompy krzywkowe oraz pompy membranowe. Należy wyjaśnić, że pan Zbyszek był mechanikiem, który naprawiał między innymi pompy krzywkowe i pompy membranowe. Jednak podczas pracy pan Zbyszek cały czas myślał o tym, dlaczego jego żona nie odbiera telefonu. Nie mógł jednak zostawić pracy i jechać do niej. Przecież nie można zostawić zakładu bez niczyjej opieki. Pan Zbyszek zarabiał na naprawach. Bardzo często do jego zakładu przynosili ludzie pompy krzywkowe. Niekiedy również trafiły się pompy membranowe.